Kafito Polski

Mafiokracja

Z Ł O T Y   W P I S
Wpis należy do
użytkownika:
lunatyk1222@o2.pl
avatar
przejmij wpis »
Paramafia. Układy towarzyskie a prawo do bezprawia Prawo do bezprawia usankcjonowane wyrokiem Policja ”ściga” parę rodziców z maleńkim dzieckiem. Dopada ich, kompletnie zaskoczonych i zdezorientowanych, na ich własnej posesji. ”Szeryf” bez słowa skuwa ich kajdankami, oślepia gazem. Strzela do mężczyzny usiłującego osłonić 2-miesięczne dziecko. Zostaje im odebrane. Następne 50 godzin spędzą w PDOZ. Z oskarżenia o ”napaść” na funkcjonariuszy ”niezależny i niezawisły” sąd uznaje ich winnymi. Fake news, humbug, bujda? — Czytaj dalej! Sądy, niezależność i niezawisłość — od prawdy Poniżej przedstawione, incydent i jego konsekwencje mogą się wydawać surrealistyczną wizją nocnych koszmarów —„i straszno i śmieszno”. Zdarzyło się jednak naprawdę. ”Bohaterom”, tej historii, nazwijmy ich Dominik i Joanna, ani na moment nie było „śmieszno”. To był (i jest) horror. „Bonnie and Clyde” z nad Wisły, Nadbałtyckiej Republiki Bananowej (ocieplenie klimatu ju

Adres:

Marek Karczewski
Ruda 22, , 96-100 Skierniewice
tel.: 604 182 584

Opis firmy

Paramafia. Układy towarzyskie a prawo do bezprawia
Prawo do bezprawia usankcjonowane wyrokiem
Policja ”ściga” parę rodziców z maleńkim dzieckiem. Dopada ich, kompletnie zaskoczonych i zdezorientowanych, na ich własnej posesji. ”Szeryf” bez słowa skuwa ich kajdankami, oślepia gazem. Strzela do mężczyzny usiłującego osłonić 2-miesięczne dziecko. Zostaje im odebrane. Następne 50 godzin spędzą w PDOZ.
Z oskarżenia o ”napaść” na funkcjonariuszy ”niezależny i niezawisły” sąd uznaje ich winnymi.
Fake news, humbug, bujda? — Czytaj dalej!

Sądy, niezależność i niezawisłość — od prawdy
Poniżej przedstawione, incydent i jego konsekwencje mogą się wydawać surrealistyczną wizją nocnych koszmarów —„i straszno i śmieszno”. Zdarzyło się jednak naprawdę. ”Bohaterom”, tej historii, nazwijmy ich Dominik i Joanna, ani na moment nie było „śmieszno”. To był (i jest) horror.
„Bonnie and Clyde” z nad Wisły, Nadbałtyckiej Republiki Bananowej (ocieplenie klimatu już mamy)
Układy towarzyskie zawiązane w obrębie instytucji związanych z wymiarem sprawiedliwości,
w które przez przypadek wplątani zostali D. i J., a które, ze względu wewnętrzne mechanizmy wzajemnych relacji, przypominają system para-mafijny, w konsekwencji mogą stanowić pełzającą formę destrukcji pryncypiów państwa demokratycznego.
Poniżej prezentujemy maksymalny skrót wnikliwej, profesjonalnej, analizy (o objętości 80 stron) liczących ponad 1300 stron akt sądowych. W analizie wskazujemy na niezliczone przykłady defraudacji i wypaczonej interpretacji z użyciem już nie tylko tzw. „kruczków prawnych”, ale ekwilibrystycznych „wygibusów” prawniczych w celu udowodnienia winy, czego dokonano negując przy tym pryncypia prawa: Testus unus testus nulus, In dubio pro reo, Iura novit curia.
To sąd powinien, analizując krytycznie zgromadzony materiał i ważąc argumenty i oskarżenia,
i obrony, wydać bezstronny wyrok, powstrzymując się od stosowania elementów sofisterii
w uzasadnieniu. W rzeczonej sprawie Sądy, Rejonowy i Okręgowy (odwoławczy), bez jakiejkolwiek analizy zgromadzonych akt, ignorując zeznania świadków obrony uznały, sprzeczne wewnętrznie i sprzeczne wzajemnie zeznania świadków oskarżenia (dowody osobowe) —policjantów za ze wszech miar wiarygodne w kwestii ustalenia ”stanu faktycznego”. Stały się one jedyną podstawą aktu oskarżenia ( w kwestii „czynnej napaści na funkcjonariuszy” (art. 223 i 157 k.k.). Natomiast selektywnie wybrane poszczególne dokumenty z naciąganą sofistycznie interpretacją, z pominięciem praktycznie wszystkich dowodów rzeczowych, stały się podstawą wyroku (5 zarzutów!) —1 rok i 8 miesięcy więzienia (+kary dodatkowe) dla głównego oskarżonego, Dominika („drobnej postury”, 30) i kara1 roku w zawieszeniu dla jego partnerki Joanny (36, krótko po „cesarce”) . Sądy obu instancji wyraziły pogląd, iż „kara nie wydaje się rażąco surowa” (takiej kary domagał się jednak prokurator zdając sobie sprawę z fikcji postępowania).
Tylko to nie wymiar kary jest tu istotną kwestią. Tu chodzi o praworządność. Autorem aktu oskarżenia był ignorant (asesor? praktykant? może stróż?), ktoś, kto nie tylko nie analizował zgromadzonych w aktach dokumentów (zakładając, że jest on w miarę kompetentny szczególnie w kwestii logiki i związków przyczynowo- skutkowych), ale ich nawet nie czytał. Już zaledwie pobieżna (przysłowiowy „rzut oka”) analiza raportu Laboratorium ABW wskazuje, że otwory w poddanych badaniu spodniach, powstały w wyniku postrzału (postrzelony Dominik) i, co bardziej porażające, że przechowywany w policyjnym magazynie ten dowód rzeczowy został sfałszowany. Wykryto poszczególne atomy i grupy atomów pierwiastków Pb, Cu, Zn, … (materiał pocisku) na krawędziach wewnętrznych otworów. Nie wykryto natomiast ani cząstek sadzowych ani ziaren niespalonego prochu ani azotynów (produktów rozpadu nitrocelulozy) SIC!, chociaż funkcjonariusz J. strzelał do już obezwładnionego kajdankami i gazem Dominika z odległości 40 cm. Należy przy tym zauważyć, że Prokuratura przez 3-tygodnie rozważała sposób wycofania zlecenia ekspertyzy („kombinowała” jakby się wykręcić z tej „pochopnej” decyzji). Podjęto salomonowe rozwiązanie — limit kwoty (max 4 tys. PLN) na ekspertyzę. Było to tak niezrozumiałe i zaskakujące, że szef Laboratorium ABW wnioskował o sprecyzowanie celu ekspertyzy. Czy ma być rzetelną czy tylko taką udawać? Ekspertyza (+inne dowody) wykazała, że strzał nie był ostrzegawczy. Nie było zagrożenia życia, przynajmniej dla policjanta i nie było ostrzeżenia przed strzałem Sic! Postulowany limit nie wydaje się być powodowany, w przypływie empatii, troską o status materialny oskarżonych. Prokurator domaga się obciążenia oskarżonych wszystkimi kosztami postępowania! (+ „ciasteczka i kawka”). Mało rozgarnięte ofermy, (fałszerze, policjanci !?) z prowincjonalnego „grajdoła” chcieli przechytrzyć specjalistów z ABW, facetów z „city”, poprzez usunięcie resztek po wystrzałowych i wykonanie dodatkowo ośmiu dziur w spodniach — wszystkie miały być skutkiem przedzierania się oskarżonego przez zasieki z I wojny (efekt lekceważenia nauki historii — zasieki usunięto 100 lat temu) podczas „ucieczki”. „Nie z nami te numery Brunner”. Oczywiście w spodniach w momencie strzału znajdowała się noga Dominika.
Te dokumenty pominięto. Panowie w togach z orłem na piersi uznali je za fatamorganę. Wątpliwą alternatywą jest gest ”kurtuazji”. Spodnie wyprano w ”intencji oczyszczenia ich z błota” po wprasowaniu Dominika w glebę siłą 4kN (ciężar 4 funkcjonariuszy). Jeśli fakty przeczą przyjętej a priori wersji —gorzej dla faktów. ”Konkluzja” (według instytucji sprawiedliwości) tej sofistycznej hucpy — ABW „kłamie”. Jednak na każdym etapie postępowania przygotowawczego dokonano fałszerstw, manipulacji, fabrykacji dowodów, usuwania z akt niepożądanych dla oskarżenia dokumentów. Sądy obu instancji jakby tego problemu nie zauważały. Zastosowano wygodną praktycznie doktrynę — domniemanie winności. Oskarżony ma udowodnić, że jest inaczej.
Obecnie, po czterech latach, sprawa znajduje się w gestii Sądu Najwyższego a Dominik, w efekcie kolejnego ”błędu sądowego”, na tydzień przed rozpoznaniem wniosku o odroczenie wykonania kary,
w więzieniu”.
Należy tu zwrócić uwagę, że orzeczenie nie zawierało klauzuli o wymogu szczególnej represyjności kary, „pobytu w ciężkim więzieniu”. Jednak z uwagi na chroniczne nadciśnienie tętnicze objawiające się u Dominika intensywnym bólem głowy, przy braku możliwości kontaktu z lekarzem (graniczy on z cudem) staje się to permanentną torturą z zagrożeniem dla zdrowia a nawet życia.
A wszystko zaczęło się banalnie —od próby włamania do znajdującego się w kompleksie leśnym domu, w którym w rzeczonym okresie samotnie mieszkała matka skazanego Dominika, który to (Dominik nie dom) widząc „podejrzany” samochód „zajechał” mu drogę. Kierowcą okazała się być sąsiadka, starsza osoba pani R. w jej nowym samochodzie. Początkowo nie rozpoznała syna sąsiadów i zadzwoniła na Policję. Stało się to podstawą skazania z art. 227 k.k. (podawanie się za policjanta). Fałszerstwo polega tu na całkowitym wypaczeniu stanu faktycznego (Sic!) przez dyżurnego B. Analiza zapisów z rejestratorów rozmów, zupełnie pominiętych w postępowaniu sądowym (Sic!) przedstawia rzeczywisty obraz — stan faktyczny. Nie ma tam ani jednego słowa o „podawaniu się za policjanta” (sąsiadka R. —„to jakiś cholerny dresiarz” i to według B. miał być „ policjant”?) ani też o legitymowaniu sąsiadki, ani też o wulgarnym czy agresywnym zachowaniu.
Przybyły patrol drogówki rozpoczął „pościg” za podróżującymi z maleńką córeczką, niczego nie podejrzewającymi, rodzicami, Dominikiem i Joanną. Na krętej, wyboistej, leśnej dróżce, już na posesji ich rodziców radiowóz uderzył w tył ich Laguny. Z powodu negatywnych testów (alkoholowy i narkotyczny) i w związku z tym początkowego braku strategii postępowania, zwrócono mu (pomimo kolizji) Prawo jazdy. Konsternacja! Nie pijak, nie ćpun, to może wariat? Ale za wariata jeszcze nie wsadzają. A tu trzeba statystyki podnieść —będzie premia. „Póki co”, stanęło na „piracie drogowym”. Tu fałszerstwo polega na odwróceniu ról. Według funkcjonariuszy i Sądów to Dominik, cyt: „ …działając z zamiarem bezpośrednim …umyślnie cofnął (tylko po co?) … uderzając w przód … radiowozu” lub też, cyt: …gwałtownie się zatrzymał uderzając w przód jadącego za nim radiowozu” (?) Sic! (może i „prawda”, wszak ruch w sensie fizyki jest względny ?).
Dominik zdążył jeszcze powiadomić o sytuacji znajdującego się na posesji pracownika R. Funkcjonariusz J. powitał go później (już po strzale) ”grzecznie”, jak na policjanta przystało ostrzeżeniem — cyt: „Spier…. ch… bo i ty będziesz miał kłopoty”, a chwilę przed tym, bez słowa wyjaśnienia, Dominik został zaatakowany przez policjanta S. Dominik i Joanna, wobec których bezpodstawnie użyto przemocy, siły fizycznej w postaci kopania, szarpania, chwytów obezwładniających, zostali spięci razem kajdankami , a w odpowiedzi na uporczywe domaganie się podania powodów zatrzymania potraktowano ich gazem obezwładniającym (ewidentne przekroczenie uprawnień ).W odpowiedzi na wzywanie ,,ratunku, pomocy” usłyszeli : „milcz suko, stul pysk k…., zamknij ch… mordę” (obraza art. 244 §2 i art. 245 k.p.k. i EKPCz). (O powodach zatrzymania dowiedzieli się dopiero po przedstawieniu zarzutów SIC!)
Policjant M. połączył się ponownie z dyżurnym i w tym momencie funkcjonariusz S. wycelował broń w środkową część ciała Dominika. To był moment, w którym Dominik spotkał się ze śmiercią. Po chwili zastanowienia ten „kowboj”(szeryf) obniżył pistolet celując na przemian w okolicę tętnicy udowej lub w prawe kolano i strzelił. S. w swej naturalnej ”dobroci” nie chciał zabić tylko okaleczyć. Może i prawda. Jednak był to moment, w którym Dominik ujrzał „widmo śmierci”. Instynktowna reakcja Dominika zmieniła trajektorię (uderzył, ręką wolną od kajdanek w lufę pistoletu) i pocisk przestrzelił tkanki podudzia lewej nogi. Oboje (oskarżeni —nie policjant) upadli twarzą do ziemi —Dominik pociągnął Joannę. Było to jaskrawe przekroczenie uprawnień, dlatego też z nagrań rejestratorów usunięto większość zapisu. Pozostały „strzępki” rozmów jednak na tyle czytelne, że można określić moment strzału. Jest on też w pamięci telefonu ojca Joanny. Należy zwrócić uwagę, że nie dokonano ani ekspertyzy autentyczności skopiowanych nagrań ani też ich transkrypcji. W tylko jednym z dokumentów sporządzonych w dniu zdarzenia podano przypadkowo dokładny moment strzału — na podstawie niewykasowanego jeszcze wtedy i dobrze słyszanego huku wystrzału. Po zmanipulowaniu pozostał, zapewne również przez nieuwagę, tylko potrójny okrzyk przerażenia funkcjonariusza M: „O Boże!, Boże! …. Istnieją tylko trzy (logiczne) możliwości interpretacji: funkcjonariusz M. ujrzał Pana Boga!, zobaczył broń wycelowaną w Dominika, lub usłyszał huk wystrzału
(i tak jest w nagraniu: „Usłyszałe(a)m huk wystrzału). W swoich późniejszych zeznaniach profesjonalny funkcjonariusz: „usłyszał jakiś huk” —pukanie dzięcioła? Łamana gałąź a może odgłos czynności fizjologicznej? Funkcjonariusz kłamie! Był w odległości 5 m. Dyżurny B. słysząc cały ten „harmider” skierował do akcji około dwudziestu policjantów, przybył komendant i naczelnicy wydziałów, dwa zastępy Straży Pożarnej, karetkę pogotowia —do pary rodziców
z maleńkim dzieckiem SIC! Według jednego z policjantów cyt: „Jak cała sytuacja się uspokoiła to oskarżony został położony na ziemi (?). Siedziało na nim ze czterech policjantów” Sic! Jeden z nich wciskał kolanem twarz Dominika
w ziemię, (SOR: „twarz zabrudzona”) inny, wzorem „rzeźników” z gestapo (lub oprawców z UB) wyłamywał spięte kajdankami ręce ze stawów barkowych i łokciowych (obdukcja —uszkodzenie nerwów, wiązadeł i ścięgien, niedowład rąk). W końcu ”twardziel” Dominik wyjąc z bólu znieruchomiał. Stracił przytomność wraz z zanikiem kontroli funkcji fizjologicznych. Powstał problem: wezwać grabarza czy chlusnąć kubłem zimnej wody? — „ oto jest pytanie ”. Z braku tego ostatniego (kubła) skutecznym w „reanimacji” okazał się kopniak w okolice pasa nerkowego. „Delikwent ożył”. To były tortury. Wobec braku jakichkolwiek racjonalnych podstaw do podjęcia interwencji, zwłaszcza w tak drastycznej formie, próbowano torturami uzyskać jakieś (jakiekolwiek) informacje usprawiedliwiające zastosowane środki. Może przyzna się, chociaż, że zamordował Chrystusa? Całą tę scenę obserwowała z okna (z odległości ok. 25m) matka Dominika, Eleonora. Nie zdążyła złożyć zeznań. Z powodu stresu, „przygnieciona” tak poważnymi oskarżeniami zmarła w trakcie procesu. „Niestety” pomimo zastosowanych tych ”ciekawych” form interrogacji wciąż kiepsko to wyglądało. Zatem niech sam szuka dowodów dla oskarżenia. Następnego dnia dostał polecenie: „Masz tu szpadel (zresztą jego własny). Kop doły i znajdź „marychę” — i angażuj się, bo spoczniesz w nich na zawsze”
– i będzie, że „uciekł i ukrywa się”. ”Zachęta” była nie do odrzucenia.
Niestety z powodu doznanych obrażeń (postrzał, skopane nogi, uszkodzony, przy wyłamywaniu rąk, układ ruchowy nadgarstków) wynik był mizerny — doły za płytkie. Ale i tak zgrywusy miały pyszny ubaw obserwując determinację kuśtykającego Dominika, aby coś wykopać — „ale twardziel — trzyma się życia”. Fajnie jest, choć przez chwilę poczuć się Bogiem — panem życia i śmierci.

Dla zrozumienia istotny jest tu fakt, że zbieżność nazwisk sąsiadki R. i b. wysokiego rangą funkcjonariusza Policji nie musi być i według graniczącego z pewnością prawdopodobieństwa, nie jest przypadkowa. Dziwnym jest, że funkcjonariusze w ciągu trzech godzin zapomnieli nazwiska zgłaszającej, które wpisywali do notatników— nazwiska tożsamego z ich byłym szefem. Wysoki Sąd (w uzasadnieniu po apelacji) określa to eufemizmem — „naturalny proces zapominania”, obrona —fałszowaniem dowodów, medycyna — patologią. Upośledzenie ośrodka pamięci mózgu, co leży w gestii neurologii.

W rzeczonej sprawie mamy również dodatkowo przypadki kreowania wizji nierzeczywistych zdarzeń. Jest to z kolei domeną psychiatrii. Ci ludzie (załoga drogówki) powinni zmienić zawód na mniej obciążający psychicznie. Przyjęcie ich zeznań za wiarygodne w kwestii ustalenia „stanu faktycznego”
i w konsekwencji za podstawę oskarżenia a później wyroku jest co najmniej błędem (intencjonalnym ?). Jest zaklinaniem rzeczywistości.
Dominika i Joannę nie zważając, że była ona karmiącą matką osadzono w PDOZ. Dominikowi odmówiono podania nawet wody do picia (stracił dużo krwi —wezwana karetka nie była dla niego, skąd my to znamy!? —Z Kopalni „Wujek”!.
Joanna na skutek bólu spowodowanego sztucznym powstrzymywaniem laktacji błagała
o umożliwienie jej nakarmienia dziecka. Nie wiedziała nawet, co z nim zrobiono. W odpowiedzi usłyszała: „Zamknij się suko i wydój się sama” (wykładnia art. 109 k.r.o. stanowi, że dobro dziecka jest wartością nadrzędną, jednak najwidoczniej nie dla wszystkich — kto by się przejmował jakimś bachorem
z motłochu! ).
Joannę (karmiącą matkę) z niezagojoną po cesarskim cięciu raną, oskarżono o czynną napaść na postawnego funkcjonariusza. Według patrolu drogowego miała ona: „kopać, szarpać, uderzać, odciągać, popychać, naskakiwać, dusić … ” i — jednocześnie rozmawiać przez telefon wzywając pomocy swojego ojca. Istna amazonka!
Wśród taktycznych środków techniki pola walki, jakich miała użyć Joanna zabrakło tylko drapania
i gryzienia. Na szczęście nie podano, czy użyła także broni chemicznej w postaci plucia, bo zostałaby oskarżona dodatkowo, że: „działając z zamiarem bezpośrednim, umyślnie dokonała oplucia ze skutkiem ewentualnym pozbawienia życia funkcjonariusza”. Zawsze gdzieś znalazłaby się jakaś seropozytywna próbka krwi z wirusem HIV.
Tę metodę zastosowano z powodzeniem wobec Dominika. Z uwagi na zerowy wynik narko-testu oraz rutynowe badania SOR wykluczające stan „bycia pod wpływem”, trzy tygodnie zwlekano z oddaniem jego próbek krwi do analizy. Najwidoczniej do czasu aż znalazł się delikwent (tylko jeden!) z pozytywnym narko-testem i próbki krwi mogły być podmienione. Mogła być to nawet jedna z dwóch „zaginionych” próbek krwi pobranych od funkcjonariuszy. Wynik — (śladowe) 2,8ng THC (Joanny —zero). Z tego samego względu (negatywny narko-test) ”maestro” prokurator komponując „zeznanie” Dominika wpisał: „Byłem na głodzie i wpadłem w amok”. Później, w nowej sytuacji („pozytywny” THC) powstała sprzeczność —nie można być na „głodzie” z jednoczesnym THC we krwi.
Sąd również to zignorował.

Według zeznań (w drugiej ich wersji !) policjantów, przyjętych za „faktyczne”, jako, że funkcjonariusze mają być wiernymi, miłującymi Maryję, przestrzegającymi Dekalogu, katolikami, Dominik „jest bardzo wyjątkowo agresywny”. To odkrycie dyżurnego B. typu „jedna baba drugiej babie”. Nie był on świadkiem zdarzenia. Żeby było śmieszniej jest to w sprzeczności z wymyślonym później „stanem bycia pod wpływem” —marihuana nie jest determinantem agresji. Przeciwnie —uspokaja sic!. Po skajdankowaniu, skopaniu, oślepieniu (Dominik: „miałem ciemność w oczach” —skutek wielokrotnego użycia gazu — nie był to gaz rozweselający), przestrzeleniu nogi, „nadal był on agresywny” (hybryda, mutant, kosmita?): „wyrywał się, szarpał, zadawał ciosy, kopał”. Nie sprecyzowano czy oślepiony gazem Dominik ”zadając ciosy” generował ultradźwięki i używał zmysłu słuchu do orientacji przestrzennej i czy „kopał” nogą przestrzeloną stojąc na tylko skopanej czy też odwrotnie. A może lewitując „kopał” obiema na raz?
Co więcej, nawet po wprasowaniu go w ziemię, pomimo blokady oddychania, jeszcze się „podnosił
i szarpał” dźwigając 400kg ciężar Sic! (możliwa spontaniczna reakcja mięśni szkieletowych!). Z medycznego punktu widzenia ta „permanentna agresja” nie jest w ogóle możliwa — chyba, że na skutek horroru, jaki przeżyli Dominik i Joanna, był to efekt PTSD (post traumatic stress disorder) —spontaniczna, bez udziału świadomości, reakcja organizmu (konwulsje) w sytuacji zagrożenia życia.
Walka o życie nie jest ani formą ani przejawem agresji. Sąd uznając winę, zapewne nieświadomie, potwierdza tym samym przekroczenie uprawnień przez Policję. Joanna złożyła (Dominik z przyczyn formalnych nie miał możliwości) zażalenie na bezpodstawne zatrzymanie. Sąd je oddalił — „nie zasługuje na uwzględnienie”, gdyż według, uznanego przez Sąd za „stan faktyczny”, oświadczenia czterech drabów (jeden cywil), osiłków 2 /2, którzy nocą wtargnęli do „lochu” w którym ją trzymano z ”grzecznym” zapytaniem czy ma jakieś zastrzeżenia co do zatrzymania stwierdziła, że —„nie ma”!!?? W związku z powyższym intrygujące jest pytanie sędziego K., zadane całkiem prywatnie, podczas opuszczania Sali, już po zakończeniu procesu: „Czy dziecko, które się urodzi jest pana?”. Joanna była w tym czasie w ostatnim miesiącu ciąży. Kuriozalny jest sam powód zatrzymania : „aby uniemożliwić zatarcie śladów przestępstwa”. Najwyraźniej sporządzający Protokół erudyta z wyobraźnią miał na myśli pudrowanie „sińców-fantomów” na ciele „dzielnych stróżów prawa” po ich „skopaniu, szarpaniu … itd.” przez oskarżonych. Art. 3 ETPCz. odnosząc się do kwestii zatrzymania stanowi: „Uzasadnienie zatrzymania nie może być abstrakcyjne”. Prokurator oczywiście posiadał zdjęcia obrażeń (i obdukcje), ale były one na ciele oskarżonych. Uznał je za obrażenia doznane przez policjantów. Przecież Policja ani nie bije ani nie kopie. Sąd pominął także ten aspekt.
W kwestii Joanny szczególnie szokujący jest fragment uzasadnienia Wysokiego Sądu (ponad naturalna przenikliwość? Sąd wie lepiej niż świadek!) z interpretacją w aspekcie ”semantyki logicznej” frazy „pokręciła głową”, jako „legitymowanie” — cyt: „oskarżeni są sprawcami czynu z art. 227 kk.” („legitymowanie” sąsiadki). Sąsiadka jednak stwierdza SIC!: „ …po chwili z samochodu wyszła kobieta, (Joanna) młoda osoba. … i mężczyzna (Dominik) zapytał: Poznajesz? Dziewczyna tylko pokręciła głową
i powiedziała ”Nie”… wróciła do samochodu”. „Pokręcenie głową” to według Sądu : „dawaj babo dowód!”. Nieudolnie sfabrykowane, sprzeczne wewnętrznie i sprzeczne z innymi dowodami (w tym rzeczowymi), bez logicznych związków przyczynowo-skutkowych Protokoły przesłuchań sporządzał, według własnej wersji Prokurator. Oskarżonym nie pozwolono zapoznać się z ich treścią nie mówiąc już o wymogach prawnych prowadzenia przesłuchań w obecności adwokata. Nie pozwolono go nawet powiadomić (art.245 kpk).
Podczas procesu Sąd ignorował usprawiedliwioną nieobecność podsądnych (ciąża Joanny była zagrożona) jak też arbitralnie decydował o niewiarygodności (co może uczynić) świadków obrony bez wskazania jednak przyczyny jego decyzji i w szczególności, bez sprecyzowania w sposób przekonywujący
w jakim zakresie i jakich kwestii ta „niewiarygodność” dotyczy (co jest obrazą prawnego wymogu jednakowego traktowania świadków).
Należy tu zauważyć, że stanowisko Sądu w kwestii niewiarygodności świadka nie zostało nawet ujęte w Protokole z rozprawy Sic! Sąd meriti (korzystając z logicznej nieobecności adwokata) nagle zakończył proces uniemożliwiając obronie zapoznanie się z istotną dla sprawy opinią biegłego (korzystną dla obrony) i powołanie w związku z tym nowych świadków, jak również przedstawienie nowych, o fundamentalnym znaczeniu, dowodów rzeczowych. Po uprawomocnieniu się orzeczenia ( po apelacji), w wyniku kolejnego ”błędu” (?) sądowego, Dominik bez uprzedniego dostarczenia mu nakazu stawienia się w więzieniu ( w związku z czym uniemożliwiono podjęcie odpowiednich kroków prawnych —wniosku o wstrzymanie doprowadzenia), został doprowadzony do więzienia (na tydzień przed wyznaczoną datą rozpoznania wniosku o odroczenie wykonania kary —dzieci są silnie emocjonalnie związane z ojcem, który jest (był) jedynym żywicielem cztero-osobowej rodziny — dwoje małych dzieci, ogólna sytuacja socjalno-bytowa (pozostali krewni zdekompletowanej rodziny są niezdolni do udzielenia pomocy). Starsza 4-letnia dziewczynka na skutek stresu jakiego doznała podczas incydentu ( ”kowboj” strzelał w odległości 1,5m od dziecka) wieczorami doznaje nieomal histerii powtarzając „tata, tata, tata …(art.109 k.r.o.). Sądy obu instancji zignorowały „dziecinnie” łatwe do rozpoznania, nieudolnie dokonane manipulacje, fabrykacje dowodów, nieudolne kłamstwa w zeznaniach oskarżycieli. Policja zmusiła Sic! Nawet biegłego lekarza sądowego K. do wystawienia fałszywej opinii w kwestii obrażeń doznanych przez Dominika. Po doniosłym w skutkach raporcie ABW, w nowej sytuacji, biegły sporządził nową, właściwą, rzeczywiście zgodną ze stanem faktycznym opinię. Sąd ją zignorował. Fałszerstwa, łatwego do rozpoznania, dopuściła się także lekarka M. z SOR. Natychmiast rozpoznała przyczynę obrażenia —rana postrzałowa, jednak w dokumentach medycznych zapisała: „ rana tłuczona, rana otwarta S 81 (to lekarka rozcięła kanał penetracji pocisku), bądź wprost ”merytoryczny” w aspekcie medycznym opis: „Przywieziony przez Policję” (co samo w sobie określa stan zdrowotny delikwenta), „Rana doznana podczas pościgu policyjnego”. Szanowna p. chirurg ogólny pomyliła pacjentów. Ranę (perforację tkanki skóry na głowie) w trakcie, nieudanego zresztą i zbędnego, „ pościgu” odniósł niezdara policjant J. Biegnąc w emocjach zderzył się z hakiem od huśtawki. Dodatkowo ta oferma potknęła się o wystające poniżej z ziemi korzenie. Tę scenę obserwowała z okna matka Dominika. Było to 5m od domu. Z obawy przed pośmiewiskiem oskarżył on Dominika o „przywalenie” mu w głowę jego kajdankami. Poza tym rana tłuczona (Vulnera contusa) byłaby otwartą skutkiem zderzenia się Dominika nie
z „korzeniem” czy „krzakiem” , ale z meteorytem. Lekarka sprzeniewierzyła się także etyce lekarskiej podpisując: „nie ma przeciwwskazań do umieszczenia w PDOZ” pomimo, że dla Joanny skutki takiej decyzji, fizyczne —ból (dotkliwy, sztucznie powstrzymywana laktacja) i uraz psychiczny tak matki jak i dziecka powinny być lekarce znane —jako kobiecie, jako matce i jako lekarzowi. To są tortury. Powinny — jeśli przyjmiemy, że nie odbywała praktyki w KL Auschwitz. Z akt zniknęły też istotne dokumenty ( notatki i ich kopie, notatniki urzędowe, protokoły z narko-testów, wyniki badań GSR, część protokołów pobrania krwi (te od policjantów), kopie pamięci telefonów, zapisy z rejestratorów rozmów). Ocalałe Notatki Urzędowe z powodu braku w nich potwierdzenia „przestępstwa” Wysoki Sąd pominął (w jakim celu są zatem sporządzane? Aby funkcjonariusz nie zapomniał sztuki pisania? Czy też z uwagi na dwuosobowe patrole — jeden umie pisać a drugi czytać?). Nie znaleziono też pocisku, który musiał utkwić w ziemi ani też, co zupełnie niezrozumiałe, łuski. Nie do przyjęcia jest możliwa ekwilibrystyczna konstrukcja prawnicza, że pocisk „rykoszetując” osiągnął
I prędkość ko(s)miczną i krąży po orbicie (wyobraźni) a łuska dosłownie wyparowała. Dopełnieniem usankcjonowanych absurdów jest ograniczenie praw rodzicielskich wobec ich wtedy pół rocznej córki (błędność decyzji Sądu potwierdziły częste niezapowiedziane wizyty, jedynych rzetelnych w tym gronie — kuratorów). Podstawą stało się skomponowane ad hoc przez prokuratora-jasnowidza J. pismo: „ustalono (kto konkretnie?), że podejrzani (l. mn.) znajdowali się pod wpływem środków odurzających”. Problem w tym, czego oczywiście Wysoki Sąd nie zauważył, że pozyskaną po ponad dwóch tygodniach poszukiwań, przypisaną Dominikowi próbkę krwi z domniemanym THC (protokoły narko-testu zaginęły) poddano analizie dopiero po następnych dwóch tygodniach od daty tego pisma. Żeby było zabawniej „jasnowidz” przeistacza się w „wizjonera” — zdarzeń nierzeczywistych. W kolejnym piśmie informuje Sąd — cyt: „ … Dominik przyznał, że w chwili zajścia znajdował się pod wpływem narkotyków”. Brak jednak źródła tej ”rewelacji” —taki dokument nie istnieje. Dominik od „zawsze” negował zarzuty. Wcześniej ”maestro” (Prokurator) wkomponował w ”jego zeznanie”: „byłem na głodzie …”. W końcu nie wiadomo: był na głodzie czy był naćpany!?
Do czeredy komediopisarzy tego literackiego zagłębia należy też prokurator H. W swej komedii pt. „Wyznanie Dominika Podejrzanego” pisze on: „Ja (czyli Dominik) podawałem się za policjanta bo ona (czyli sąsiadka R.) ode mnie uciekała” (bujna autorska wyobraźnia). Dla ”udramatyzowania” tej sceny autor komedii pomija formę tej ”gonitwy” —wyścig pieszy, rowerowy czy terenowy rajd samochodowy? Tak trzymać towarzysze literaci. Będzie kolejny Nobel. Niestety „poszkodowana” sąsiadka R., „zdrajczyni”, ignoruje (w Sądzie) doniosłą wartość literacką ”dzieła” i stwierdza: „On (Dominik) na pewno nie był agresywny, nie był on wulgarny”. Kwestię „gonitwy” pomija milczeniem.
Kreatywne zdolności parapsychiczne są jednak domeną Wysokiego Sądu. Sądy w swej ponad naturalnej „przenikliwości” potrafią ustalić „stan faktyczny” bez pomocy świadków zdarzenia. Świadek oskarżenia, policjant S.: „Zauważyłem, że z samochodu wysiada kobieta …”. Sąd: „Z samochodu wybiegła też kobieta pozostawiając w nim dwumiesięczne dziecko”. Ponownie S.: „ … oskarżony biegnie w kierunku domu … wrócił w rejon samochodów”. Sąd: „Podejrzany gwałtownie wybiegł z samochodu i zaczął uciekać przed siebie. Dogoniony (?) przez funkcjonariuszy wyrywał się i szarpał”. Konkluzja I: Dominik i Joanna to mało rozgarnięte przygłupy —„rozpierzchli się biegając chaotycznie we wszystkich kierunkach”. Konkluzja II: wykształcenie i inteligencja nie są pojęciem tożsamym (i D. i J. mają wyższe wykształcenie, Joanna podwójny stypendialny magister inżynier). Konkluzja II wynika niestety (sic!) nie z tego, co powyżej —wynika to w całości z analizy akt. Quod erat demonstrandum.
Oto obraz powstającej nad Bałtykiem ”republiki bananowej” —ocieplenie klimatu już mamy. Tak funkcjonuje polski system wymiaru sprawiedliwości oparty chyba na wzorcach satrapów wschodu. W jego wyniku jesteśmy najbardziej kryminogennym społeczeństwem Unii. Więzienia są przepełnione a więźniów mamy prawie dwukrotnie więcej niż 90 milionowe Niemcy. Czy oni mają premię za wyrok skazujący? Czy zostali teleportowani z innego continuum czasoprzestrzennego?
Spostrzeżenia natury ogólnej: warunkiem (conditio sine qua non) przedterminowego opuszczenia więzienia jest przyznanie się do winy, potwierdzenie „słuszności” orzeczenia. Uznaj nieomylność Wyyyysokiego Sądu lub gnij w kazamatach. Mniemam zatem, że autorem tej klauzuli był zapewne ”intelektualny geniusz” IQ-1000?. W jej wyniku jako że dogmat o bezwzględnej nieomylności papieża został zniesiony, sądy pozostają jedynym nieomylnym gremium (obok Pana Boga). Tę tezę lansowały swego czasu przepoczwarczone z materializmu na kreacjonizm „upiory” PRLu —„wyroków sądów się nie komentuje!”.
Na koniec oświadczenie: cechy charakteru żadnej z osób zaangażowanych w obronie nie przejawiają skłonności suicydalnych. Ten problem jest nam obcy. Jesteśmy odporni na epidemię „nagłych śmierci”, zniknięcia po „wyjściu po papierosy (nie palimy! Mutanci?) lub piwo (nie pijemy! Kosmici?)” i wtargnięcia nawet plutonu uzbrojonych po zęby, żądnych adrenaliny „drabów”. „Stawka (jest) większa niż życie”. Brak reakcji społecznej to przyzwolenie. Z powodu bezczelności (i bezkarności) jednych i tchórzostwa innych w końcu obudzimy się w systemie o jakim Orwellowi się nawet nie śniło. .
Kassandra, profesor mniemanologii stosowanej

Do wiadomości (na początek): Sejm RP, RPO, Niepokonani 2012, Fundacja Batory, Helsinki Foundation for Human Rights i media (na wypadek „myśli kudłatych ” gdyby komuś przyszły do głowy), jako uzupełnienie do wspomnianej na początku profesjonalnej, 80 stronicowej analizy.

Kategorie powiązane z wpisem

Ostatnio dodane
Wpisy katalogowe Podkategorie